Jak to jest z tą akceptacją siebie?

Jesień za pasem. W ciągu ostatnich paru dni odwiedziłam kilka lumpków w poszukiwaniu rzeczy na jesień. Jak się zmotywuję, poświęcę jeden post na lumpowe łowy :).
Koniec września oznacza jedno- powrót do życia akademickiego. Czy się cieszę? Z jednej strony tak, bo w końcu po długim czasie siedzenia w domu wyrwę się z niego i będę miała jakieś obowiązki na głowie. Z drugiej strony trochę się martwię. Dlaczego? Zapraszam do dalszego czytania! Enjoy the reading!


Postanowiłam rozpocząć nowy kierunek studiów magisterskich. Do tej pory studiowałam na Wydziale Biologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. W tym roku ropoczynam Zarządzanie Środowiskiem, ale już na innym wydziale- Wydziale Geografii. Z czym to się wiąże? Oczywiście z poznaniem nowych osób. Konkursy miss budują pewność siebie i naprawdę nie mam problemu by wyjść przed mnóstwem osób w stroju kąpielowym, bo będąc na "scenie" jestem przygotowana na krytykę, która może dotknąć moją osobę. Co innego jest w życiu codziennym. Lubię poznawać nowe osoby, ale boję się oceny z ich strony. Dziwne?
Niby jestem pewną siebie osobą, ale takie sytuacje mnie bardzo stresują! Niestety wiele osób postrzega świat stereotypowo. Na pierwszy rzut oka, jak mnie zobaczą, mówią - O Barbie! Dopiero jak mnie bliżej poznają, przyznają mi się do swoich pierwszych skojarzeń dotyczących mojej osoby. 
 Kiedyś zanim wykryli u mnie chorobę czynnie uprawiałam sport. Miałam dosłownie niespożytkowane pokłady energii! Mimo, że tamtego czasu mnóstwo jadłam, zawsze na ważeniu u pielęgniarki wychodziła u mnie niedowaga. Tak większość ludzi znających mnie wcześniej przyzwyczaiła się do mojego anemicznego wyglądu. Niestety wykrycie choroby spowodowało zecygnowanie na tamten czas, ze wszelkiej aktywności fizycznej. Jako, że sposób odżywiania pozostał ten sam, zaczęłam przybierać na wadze. Nikogo nie interesowało to, że zaczęłam wyglądać jak normalna dziewczyna, tylko interesował ich sam fakt przytycia- "Ale przytyłaś!", " Chyba przybrałaś na wadze ostatnio co? Od razu widać." Nie były to komentarze złośliwe, ale już wpływały na moją samoocenę. Mam to nawet teraz. Obecnie panuje moda na dziewczyny fit- zamiast anorektyczek, prezentowane nam są fit anorektyczki( nie mówię o wszystkich dziewczynach!) ALE no powiedzmy sobie szczerze, te dziewczyny są bardzo wychudzone i stanowią powiedzmy 10% społeczeństwa. I jak tutaj zaakceptować swoje boczki, swoje krągłe pośladki, czy lekką oponkę na brzuchu? No nie idzie!
No ale na samoocenę nie wpływają tylko cechy zewnętrzne ( chociaż jak wszystkie kobiety zawsze znajdziemy coś do czego będzie można się przyczepić), ale również wewnętrzne. Ile razy się zdarza, że rodzice mieli zbyt wysokie wymagania w kierunku swoich dzieci? Ile razy te wymagania przewyższały możliwości dzieci? Te wymagania dotyczą wszystkiego! Lepszych ocen, lepszego zachowania, większego zaangażowania w życie domowe, większego utrzymywania porządku, większego zaangażowania w zajęcia pozalekcyjne... O ile jeszcze dzieci były wystarczająco chwalone to okej, ale jeśli słyszały tylko wymagania i ani jednej pochwały, to automatycznie samoocena szła znowu w dół.
Tak samo jest w życiu dorosłym. No bo mamy na przykład partnera który mówi " Jesteś kobietą, powinnaś utrzymywać porządek w domu", " Jesteś już żoną, nie wypada Ci wychodzić z koleżanką wieczorem na miasto", " Jesteś już matką, nie wypada Ci iść na imprezę, nie daj Boże tknąć alkohol!".
Albo w przypadku mężczyzn " Jesteś facetem, powinieneś umieć to naprawić", " Jesteś facetem powinieneś się na tym znać", " Jesteś facetem powinieneś zarabiać na całą rodzinę".
No nie oszukujmy się, ale nie każdy jest alfą i omegą i każdy zasługuje przede wszystkim na uznanie! No bo jak już uporasz się z tym, że akceptujesz sam siebie, to bardzo łatwo tą akceptację może podciąć druga osoba i cały wysiłek idzie na marne.


Świetnym podsumowaniem ciągłej walki o lepszą wersję siebie jest kawałek Beyonce- Pretty hurts. (TEKST)


"Gdy jesteś sama, zdana na siebie
I leżysz w swoim łóżku
Odbicie wpatruje się prosto w ciebie
Czy jesteś szczęśliwa ze sobą?"

Beyonce na pytanie jej zadane w klipie, co jest jej najważniejszym celem w życiu odpowiada prosto-być szczęśliwą. I uważam, że ma w pełni rację! Ale by do tego dotrzeć trzeba zaakceptować nas takimi jakimi jesteśmy i otaczać się ludźmi, którzy nas akceptują. Niby proste, a jednak takie trudne...

Jak u Was wygląda samoakceptacja? U mnie przyznam szczerze trochę kuleje, bo oczywiście chciałabym się mieścić w rozmiar XS, wyglądać zjawisowo bez makijażu, posiadać niesamowitą wiedzę i rzucać super kawałami na imprezach. Jednak dążę do tego, by ciągle się samodoskonalić i przede wszystkim staram się akceptować rzeczy takie, jakimi są.
Mam nadzieję, że jesteście z siebie zadowoleni.
Ściskam cieplutko!
M.

Komentarze

  1. Nasza samoakceptacja zależy od tego w jakich kręgach znajomych się obracamy. Gdy facet mówi nam ciągle że tyłek mamy duży oznacza to iż należy faceta zmienić. Przyjaciele dla których nasz wygląd jest ważny też nie są prawdziwymi przyjaciółmi. Jednakże samoakceptacja może stanowić pułapkę gdyż możemy przestać pracować nad sobą i zmienić się w sposób niekorzystny...Trzeba znaleźć złoty środek , każdy jest inny więc i dojście do celu będzie różne ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywście, że każdy jest inny i każdy musi znaleźć swój złoty środek na dojście do celu. Masz rację z tym, że można przecholować w drugą stronę i popaść może w samozachwyt? Nasze ego może znacznie urosnąć? Właśnie kluczem jest ten złoty środek, który nie tak łatwo osiągnąć :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo masz ładny wygląd bloga !
    Może wspólna obserwacja ? Daj znać u mnie justperfectfashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. kwestia jest nie przejmowac sie innymi ludzmi, nikt nie jest idealny :)
    uwielbiam ten utwor beyonce :)

    http://dalenadaily.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem tkwi w tym, że nie zawsze jest tak prosto "olać" opinię innych i się nie przejmować. Moim zdaniem jest to umiejętność, którą się posiada z czasem, a po drodze nas spotyka wiele przykrości, które nas tylko przybliżają do osiągnięcia celu w postaci "olewania" opinii innych :)

      Usuń
  5. świetny wpis! zapraszam do siebie. ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Otoczenie, bliscy, znajomi wpływają również na naszą samoocenę, jednak to MY SAMI musimy siebie akceptować, aby jeden komentarz czy zdanie nie spowodowało naszego załamania.
    Nie mamy wpływu na to, że obca osoba patrząc na nas mysli : o rany, ma długie nogi i blond wlosy - na pewno jest pustą Barbie. Jeśli nas ten komentarz boli, to świadczy, że nie czujemy się dobrze sami z sobą i nie znamy swojej wartości.

    Staram się akceptować siebie, nie zawsze czy nie we wszystkich sferach udaje mi się, ale myślę, że nie jest najgorzej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz jak najbardziej rację z tym, że nasze najbliższe otoczenie ma duży wpływ na naszą samoocenę. Jeżeli dziecko ciągle słyszy od swoich rodziców, że robi coś źle, że jest najgorsze itd., to w końcu zaczyna siebie postrzegać w taki sposób. Ciężko później po latach zmienić myślenie i nastawienie dziecka w stosunku do samego siebie.

      Musimy wtedy znaleźć pozytywy i na nich się skupiać i na nich budować swoją samoocenę, czasami jest ciężko, jeżeli właśnie od kogoś usłyszymy jakieś przykre słowa, no ale niestety ostatnio łatwiej od kogoś usłyszeć coś niemiłego zamiast miłego :P.

      Ja również staram się akceptować siebie, chociaż to chyba w kobiecej naturze tkwi ten diabeł, że zawsze jakieś niedoskonałości u siebie dojrzy :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty