Ślub i wszystko co z nim związane. Czyli wyszłam za mąż i co dalej? Część 1
Witam Was cieplutko po baaardzo długiej przerwie!
Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić jeden z postów związanych z tematyką ślubną. W tym poście możecie się zapoznać z naszymi przygotowaniami do ślubu i emocjami jakie temu towarzyszyły. Zapraszam do lektury. Enjoy the reading!
Z moim mężem poznaliśmy się ponad 5 lat temu. Nasza znajomość bardzo szybko przerodziła się w związek, gdzie moi znajomi nie do końca to pochwalali. Dlaczego? Dwa miesiące przed poznaniem Tomka zakończył się mój ponad 2 letni związek z poprzednim partnerem. Był to pierwszy rok studiów. Nowi znajomi, nowa przygoda, "dorosłe życie", które wiązało się tylko z tym żeby zdawać egzaminy na uczelni i wiecznie imprezować-naprawdę! Początek pierwszego roku studiów był poznawaniem prawdziwej wolności. Znajomi mówili " wyszalej się, zrób sobie przerwę od związków", ale byłam tak zauroczona Tomaszem, że nie potrafiłam sobie wyobrazić tego, że nie będziemy razem.
Po miesiącu spotykania zostaliśmy parą, dla mnie to była czysta abstrakcja! Na tamten czas nie wyobrażałam sobie, że za 4,5 roku zostaniemy małżeństwem.
Po dwóch latach związku Tomasz mi się oświadczył. Byłam przeszczęśliwa! W krótkim czasie po tym wydarzeniu pojechaliśmy z moimi przyszłymi teściami do mojego taty i jego żony na nieoficjalne "zmówiny". Data ślubu padła na 16 lipca 2016 roku. Założyliśmy, że będę wtedy po studiach i będzie to idealny czas na zawarcie związku małżeńskiego.
Na tamten czas, ta data wydawała mi się bardzo odległa, ponieważ pozostało nam 2,5 roku czekania.
SALA I ZESPÓŁ
SALA I ZESPÓŁ
Na dwa lata przed ślubem podpisaliśmy wstępną umowę z salą i z zespołem i praktycznie przygotowania do ślubu na rok zostały odłożone.
W międzyczasie plany o ukończeniu studiów przed zawarciem związku małżeńskiego uległy zmianie. Postanowiłam zmienić kierunek studiów i wydział, więc miałam jeden rok do tyłu.
Na rok przed ślubem podpisaliśmy umowę i wpłaciliśmy zaliczki zespołowi oraz właścicielowi sali weselnej.
Przy wyborze zespołu i sali nie ukrywam, że główną rolę grała cena. Zespół, który wybraliśmy był dobrze znany rodzinie Pana Młodego. Ja, pomimo tego że zapłaciliśmy zaliczkę, ani razu nie słyszałam jak prowadzą wesele, więc byłam sceptycznie nastawiona. Na szczęście, na niecały rok przed naszym ślubem brat Tomasza się żenił i dzięki temu mogłam na żywo uczestniczyć w zabawie, którą Zespół prowadził. Byłam zadowolona z naszego wyboru i takim sposobem Zespół Tomki towarzyszył nam w tym dniu.
Jak już kiedyś wspominałam, Tomasz jest DJ'em i miał okazję prowadzić poprawiny na wybranej przez nas sali. Ocenił jedzenie na bardzo smaczne, wystrój sali na ładny, więc nie pozostało mi nic innego jak zaufać Panu Młodemu i tak wybór padł na Dom Weselny Malwa .
Malwa znajduje się w Luchowie, jest to kilometr za Łobżenicą. Do sali weselnej z kościoła mieliśmy 25 km. Atutem tego miejsca, jest bardzo ładne otoczenie. Salę otaczają drzewa, gdzie można spacerować, są ławeczki przy których można usiąść i odetchnąć, jest plac zabaw dla dzieci a także plaża z pomostem i jezioro. Oprócz tego znajdowały się tam również domki letniskowe, także goście mogli się skusić na nocleg.
Po tym czasie przygotowania do ślubu były odłożone na kolejne pół roku.
SUKNIA
Na początku grudnia 2015 roku przyjechali do nas do Poznania nasi przyjaciele, dokładniej nasza świadkowa i jej narzeczony. Świadkową została moja serdeczna przyjaciółka z dzieciństwa. Nasza przyjaźń trwa już ponad 20 lat, "znamy się" od niemowlaka, więc wybór był dla mnie oczywisty. Panowie zajęli się swoimi sprawami a my wybrałyśmy się na ulicę Głogowską, na której mieści się kilkanaście salonów sukien ślubnych. Wiedziałam mniej więcej czego szukam i Świadkowa doskonale rozumiała moją wizję. Miało to być coś nietuzinkowego, co rzuca się w oczy, ale oczywiście bez przesady. Po prostu miało być "to coś". Byłyśmy już chyba w piątym salonie i dopiero w nim były suknie zupełnie inne niż w pozostałych. I w tym salonie znalazłam swoją suknię. Jak się w niej pokazałam Świadkowa się popłakała! Niestety cena sukni wynosiła 4300zł, co znacznie przewyższało mój budżet. Nie było możliwości wypożyczenia sukni, a Pani nie chciała się zgodzić na zrobienie zdjęcia, dopiero podczas drugiej przymiarki sukni, jakoś udało nam się Panią namówić na wykonanie zdjęcia i dodatkowo podała nam producenta sukni. Po tej przymiarce nie miałam ochoty na dalsze poszukiwania, po prostu czułam, że jest to moja suknia. Nie byłam jednak przekonana do wydania takiej dużej sumy. Po namyśle i przedyskutowaniu tego co świadkową, doszłyśmy do wniosku, że jedynym wyjściem dla mnie jest znalezienie krawcowej, która podoła uszyciu sukni.
Jakoś dopiero w lutym zaczęłam poszukiwania krawcowej i było to zdecydowanie za późno! Pamiętam, że koleżanka na uczelni poleciła mi cudowną krawcową z Wilczych Lasek, które znajdują się koło Szczecinka. W każdy praktycznie weekend bywamy w Złotowie, więc ze Złotowa miałam około 40 km, a z Piły 75 km.
Moją krawcową została Pani Zosia Andruszkiewicz- jest to zupełnie niesamowita osoba, ponieważ pomimo tego że nie posiada swojej strony na Facebooku, a także nie ma swojej strony internetowej, ma mnóstwo zleceń i to głównie od przyszłych panien młodych. Jeżeli chcecie poczytać o Pani Zosi, odsyłam do artykułu . Naprawdę polecam tą Panią z czystym sumieniem- jak ktoś napisał w komentarzach "anioł, nie kobieta"- wcale nie kłamał!
Pojechałam więc na pierwszą przymiarkę z moim rozmazanym zdjęciem z salonu i zdjęciem producenta i tak się zaczęła nasza przygoda. Suknia nie mogła być identyczna jak na zdjęciu, ponieważ grożą za to kary finansowe. Jednak suknia stworzona przez Panią Zosię przerosła moje najśmielsze oczekiwania i kosztowała ponad połowę mniej niż suknia z salonu :)
DODATKI DO SUKNI
Suknia była strojna więc do sukni miałam założone tylko kolczyki, które również były dosyć "bogate". Z biżuterii nie miałam nic więcej, żadnego łańcuszka, czy bransoletki.
Kolczyki kupiłam w Pile na targu, na stoisku z biżuterią ze stali chirurgicznej za całe 25 zł :)
Welon uszyła mi krawcowa jako dodatek do sukni. Welon był zupełnie prosty bez żadnych dodatków. Miałam z nim delikatny problem, ponieważ haczył mi się o kryształki od sukni (krawcowa mnie o tym uprzedziła, więc była to moja decyzja). Buty kupiłam od firmy Witt , nie zdecydowałam się jednak na podróż do Gniezna, tylko zamówiłam stacjonarnie w Poznaniu, w jednym salonie który współpracuje z tą firmą. Dlaczego wybór padł na tą firmę? Firma daje możliwość praktycznie zaprojektowania butów. Wybiera się rodzaj obcasa, jego wysokość, rodzaj obuwia, materiał dodatki, dosłownie wszystko! Buty kosztowały mnie niecałe 260 zł i mogę śmiało stwierdzić że były bardzo wygodne. Mój wybór padł na lakierowane czółenka w kolorze ecru, z 10 cm obcasem, 1,5 cm platformą, ozdobną kokardką i paseczkiem zapobiegającym zsuwaniem się buta z nogi. Oczywiście koło 1.00 w nocy nie mogłam już wytrzymać na obcasach, ale miałam je na nogach wnet 12 godzin :).
Standardowo miałam błękitną podwiązkę oraz cieliste pończochy (białe jakoś do mnie nie przemawiają :P).
Standardowo miałam błękitną podwiązkę oraz cieliste pończochy (białe jakoś do mnie nie przemawiają :P).
OBRĄCZKI
Obrączki wybraliśmy w Złotowie, u tamtejszego złotnika. Obrączki mamy proste, ze ściętymi bokami. Moja ma dodatkowo 3 cyrkonie i oboje mamy wygrawerowane datę ślubu i imię małżonka. Cena-1700zł.
FOTOGRAF I KAMERZYSTA
Znaleźliśmy 2w1 i wcale nie musieliśmy długo szukać. Tomasza kolega ze szkoły pracuje razem z rodzicami w rodzinnej firmie, która zajmuje się fotorelacją i filmowaniem ślubów i wesel. Za całkiem rozsądną cenę mamy 2 godzinny film ślubny, teledysk ślubny, piękny album ze zdjęciami oraz całe 2 płyty zdjęć. Przed ślubem byłam bardzo sceptycznie nastawiona, ale firma poradziła sobie z moimi wymaganiami, za co daję im wielki plus no i polecam- Foto Mars
ZAPROSZENIA, WYSTRÓJ SALI, KOŚCIOŁA, SAMOCHÓD ITP
Zaproszenia, winietki i naklejki na wódkę zamówiliśmy na allegro. Myślę, że każda przyszła para młoda znajdzie tam odpowiadające im rzeczy i na dodatek w rozsądnej cenie. Za zaproszenia płaciliśmy 1,5 zł za jedno. Zaproszenia były personalizowane, razem z kopertą. Zaproszenia zaczęliśmy rozdawać na około 4,5 miesiąca przed ślubem. Wszystkie zaproszenia przekazywaliśmy osobiście( tylko parę zaproszeń zostało przekazanych przez kogoś, gdyż część gości znajdowała się a granicą). O ile dobrze pamiętam za naklejki na wódkę wyszło nam koło 30 zł. Wystrój samochodu również zamówiliśmy na tej stronie i płaciliśmy za nie około 50 zł. Pan Kościelny polecił nam Panią, która zajmuje się wystrojem kościoła i zapłaciliśmy za to 200 zł. Wystrój sali mieliśmy w cenie. Kolorem przewodnim był pudrowy róż i w tym kolorze mieliśmy przystrojoną salę. Kwiaty na sali stanowiły różowe goździki i gipsówka. Na tablicy korkowej zrobiliśmy rozmieszczenie stolików wraz z rozsadzeniem gości. Uznaliśmy, że to będzie najlepsze rozwiązanie, by goście nie musieli się martwić o swoje miejsca, a doskonale wiedzieliśmy kto z kim chciałby siedzieć. Wódkę udało nam się kupić w Makro. Mieliśmy 120 sztuk, które starczyły nam na Polter, wesele, poprawiny i jeszcze parę butelek zostało :). Każda z par rodziców na Podziękowanie dostali od nas ozdobną ramkę z naszym zdjęciem ślubnym i ze zdjęciem nas z daną parą rodziców.
Dlaczego piszę "para rodziców"?
Moi rodzice są po rozwodzie i każdy ułożył już sobie szczęśliwie życie, dlatego do "obdarowania" mieliśmy 3 pary. Dodatkowo rodzice dostali po storczyku i po śmiesznym dyplomie "Ukończenia Studiów Rodzicielskich", który wyglądał jak świadectwo szkolne. Dyplomy zrobiliśmy również sami, zaoszczędzając przy tym niecałe 100 zł.
UBIÓR PANA MŁODEGO
Mój Pan Młody doszedł do wniosku, że skoro on nie może zobaczyć mojej sukni wcześniej niż w dniu ślubu, to ja również nie mogę zobaczyć jego garnituru. Tak też się stało, pojechał kupić garnitur ze swoim tatą. Jedynie doradził mi się w sprawie muszki. Nie mam się tutaj nad czym specjalnie rozpisywać, był w paru salonach i w końcu znalazł garnitur w bardzo przystępnej cenie. Cały strój skompletował jakoś na 2 tygodnie przed ślubem :D.
POLTER
Nie wiem czy znacie tą tradycję, w naszych stronach jest to bardzo popularny zwyczaj. Polega on na tłuczeniu szkła na szczęście Młodych. Młodzi częstują przybyłych gości wódką i drobnym poczęstunkiem i sprzątają na bieżąco szkło. Kiedyś robiło się to na dzień przed ślubem, teraz troszeczkę się zmieniły obyczaje i my zorganizowaliśmy to na tydzień przed ślubem. Pod płotem zrobiliśmy miejsce do tłuczenia, nasze mamy upiekły nam ciasto i słone przekąski i impreza się rozkręciła. Problem był tylko z pogodą, bo po około 3 godzinach zaczął padać deszcz, na szczęście uratował nas sąsiad i użyczył nam dostęp do swojego lokalu, więc dalszą część wieczoru spędziliśmy w barze :D
Następnego dnia po poltrze (w sobotę), czyli na równy tydzień przed ślubem, mieliśmy zorganizowane przez naszych świadków wieczór panieński i wieczór kawalerski. Jesteśmy oboje bardzo zadowoleni z wysiłku, jaki włożyli w organizację nasi drużbowie i naprawdę to był jeden z niezapomnianych wieczorów mojego życia.
OSTATNI TYDZIEŃ PRZED ŚLUBEM
Nie ukrywam, że był to bardzo stresujący dla mnie czas. Robiłam w międzyczasie prawo jazdy i umówiłam sobie egzamin praktyczny 11 lipca, w poniedziałek na 8 rano. W niedzielę, bardzo późno przyjechaliśmy do Poznania i byłam ogromnie zestresowana tym egzaminem. Nie wspomnę o tym, co było już w sam dzień egzaminu. Na szczęście wszystko wyszło pozytywnie i udało mi się zdać egzamin za pierwszym razem. Po egzaminie duża część stresu ze mnie zeszła. Zapomniałam wcześniej wspomnieć, że pojawiły się u mnie problemy ze spaniem, na jakiś miesiąc przed ślubem. Bardzo mnie to zdziwiło, gdyż nigdy wcześniej nie miałam takich problemów, nawet zainwestowałam w tabletki na spokojny sen, jednak one się zupełnie nie sprawdziły.
Czy pojawiały się jakieś wątpliwości przed ślubem?
U mnie się pojawiały i chyba nie jestem jedyną osobą, która tak miała. Wątpliwości te nie były spowodowane jakimiś przewinieniami, tylko były raczej, jakby to nazwać"natury filozoficznej". Myśli kłębiły się w głowie " czy dobrze robię","czy to dobry wybór", "to decyzja na całe życie". Bo ja naprawdę małżeństwo traktuję jako decyzję na całe życie. Nie chciałabym się rozstać, przy pierwszej lepszej okazji, czy przy problemie, zdającym się nie do przejścia. Chciałabym stworzyć szczęśliwe i trwałe małżeństwo, chociażby takie, jakie tworzą moi teściowie. Są ze sobą ponad 30 lat i ewidentnie, po tylu latach, nadal widać między nimi miłość!
Na tym kończę mój dzisiejszy wpis, który i tak bardzo się wydłużył. W kolejnym wpisie zrelacjonuję Wam budżet wesela - oczekiwania kontra rzeczywistość, sam przebieg ślubu i wesela oraz ogólnie pojęte życie po ślubie.
Mam nadzieję, że wszystko opisałam w miarę dokładnie. Jestem ciekawa jakie Wy macie zdanie o ślubie, o przygotowaniach do niego? Dobrze wspominacie ten czas? A może macie ten czas przed sobą? Albo w ogóle się do tego nie szykujecie?
Jestem ciekawa Waszych opinii i pytań, koniecznie piszcie je w komentarzach!
Ściskam,
M.






ciekawy wpis:)
OdpowiedzUsuńsama też brałam ślub nie tak dawno bo 16 kwietnia 2016r. :)
warto czasami powspominać jak to było z tymi przygotowaniami:))
Pozdrawiam
Dokładnie, warto powspominać! Gratuluję zatem pierwszej rocznicy ślubu! Pozdrawiam i życzę wystrwałości :))
UsuńWow ! Miałaś cudowną sukienkę ! ♥ Tyle przygotowań do tego wspaniałego dnia ! Ja również uważam, ze małżeństwo jest raz na całe życie ! Świetny post ! Życzę dużo szczęścia !
OdpowiedzUsuńns-w-zwierciadle.blogspot.com
Dziękuję ślicznie <3
UsuńPieknie zdobiona suknia! Wszystkiego dobrego ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam - http://izabiela.pl/
super wpis ;) ładna suknia :) No mi 23 Kwietnia mine 1 rocznica ślubu ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo i gratuluję rocznicy ślubu :))
Usuń